RSS
niedziela, 20 listopada 2011
Tak długo mnie tutaj nie było, że chociaż chciałoby się zacząć, jakoś trudno ułożyć wyrazy w zdania. No, ale spróbujmy...

Ku potomności.... Na piątą rocznicę ślubu wprowadziliśmy się do naszego wymarzonego domu. I chociaż było wiele wątpliwości, wiele przemyśleń, wiele trudnych chwil... dziś w kościele dotarło do mnie niby grom, że jestem tak naprawdę, po ludzku szczęśliwa. Mam cudowną Córeczkę, wyjątkowego Męża i wiele bardzo ciężkich chwil za sobą. Właśnie - za sobą - chciałabym, żeby te słowa okazały się prorocze.
Zuzia ma 2,5 roku. Pięknie rysuje, nauczyła się ostatnio zakładać sobie buty. Kiedy budzę się rano i słyszę: mama, tuuuu, dobiegające z sąsiedniego łóżka, czuję się wyjątkowa po tysiąckroć.

Mistrzyni Przypraw: Jeśli kiedyś wejdziesz tutaj,  chciałam Ci powiedzieć, że nie byłam u Ciebie chyba ze sto lat i dziś zajrzałam... Nawet nie wiesz jak bardzo ucieszył mnie Wasz Mały Głód:) Gratuluję z całego serca!



20:13, omnieionimtez
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 grudnia 2010

Zawsze śnieg, zaspy, drzewa tak cudownie pokryte białym puchem i siarczysty mróz po prostu sprawiały mi radość. Nie tym razem niestety. Bo tym razem przypominają straszny ból, rozpacz, niespodziewane i nieuniknione jednocześnie. Śmierć mojej Mamy. Wtedy w lutym była właśnie taka pogoda jak w minionym tygodniu. Chyba nie tylko mnie się tak kojarzy mróz i śnieg. Wszyscy w domu chodzimy jacyś przygaszeni, smutniejsi niż zwykle, bardziej zamyśleni.

Tak sobie myślę, że niestety zima to nie jedyna pora roku związana ze smutkiem w mojej rodzinie. „Sam koniec marca, wiosna jakoś wcześniej przyszła, piękne słońce, ciepło…” A w nas też był wtedy ból niesamowity. Też to straszne „niespodziewane”. Wracaliśmy ze szpitala zamiast we trójkę… niestety tylko we dwójkę.

Ale była też następna wiosna i dzień kiedy wreszcie udało nam się wrócić ze szpitala we trójkę… Pamiętam, że drzewa wtedy w ciągu kilku dni po prostu wybuchły zielenią. I tak jadąc do domu, z Zuzią tuż obok, pomyślałam, że Bóg chyba w jakiś sposób wynagradza nam tamtą zeszłoroczną wiosnę. A to była tylko cisza przed burzą. Przed ogromną burzą, kolejnym w naszym życiu tornadem, które zmieniło nas, nasze myśli, uczucia.

I choć od śmierci Marysi minęło ponad 2,5 roku, a od śmierci mamy niedługo minie 10 miesięcy, wspominanie tego, co nas spotkało boli wciąż bardzo, bardzo, bardzo mocno. I chyba tylko wiara w głębszy sens tych dwóch śmierci, w nieznane i nieodczytane, pozwala nam w jakiś sposób zostawić te ”wydarzenia” za sobą i … żyć dalej. I jeszcze ktoś:) Zuzia – gdyby nie ona, jej bycie z nami… wiem, że… nie!… jestem tego pewna, że bez niej, bez jej obecności nie dalibyśmy sobie rady…

20:45, omnieionimtez
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 listopada 2010

Że też to życie ciągle niesie ze sobą bezlik ważnych, życiowych decyzji, które mają być podjęte najlepiej na wczoraj….

Mężowi trafiła się bardzo ciekawa propozycja pracy. Takie zawodowe wyzwanie. Mógłby nauczyć się takich rzeczy, które w jego zawodzie są bezcenne. Po dwóch – trzech latach takiej pracy byłby zawodowo „ustawiony” na resztę życia. Nie ma co ukrywać, że finansowo też polepszyłoby się nam bardzo, bardzo, bardzo….Ale przecież musi być „ALE”…Tym „ale” jest w tej propozycji długa nieobecność w domu. Podobnież pół na pół. Pół roku na wyjeździe, pół roku  w domu. I mój najlepszy Mąż mówi wczoraj tak: „przecież ja nie wytrzymam bez was tak długo”. My bez Niego też!

A jednak choć wstępna decyzja już podjęta to troszkę żal tej szansy rozwoju. Czy w życiu zawsze musi być coś za coś?

 

Hmmm…

14:19, omnieionimtez
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 27 września 2010

Wciąż słyszę dookoła jaka to jestem mało nowoczesna. Zamiast zostawić Zuzię pod opieką niani lub babci to ja starodawna, nie rozwijam się w ogóle, wzięłam wychowawczy i siedzę w domu z dzieckiem.

Najczęściej słowa tego typu po prostu po mnie spływają. Co kto może wiedzieć o mnie, o moim życiu… Ale jeśli słyszysz to wciąż i wciąż… po prostu robi się nieraz  przykro. Bo ja nikomu nie mówię co ma robić, staram się też nie oceniać jak kieruje swoim życiem, czy podjął dobrą/złą decyzję.

 

A mnie jest dobrze. Tak cudownie dobrze jak nigdy. I choć czasem wieczorami padam ze zmęczenia to jest to takie wartościowe zmęczenie. Takie pełne dumy, która rozpiera mnie od środka.

Widziałam pierwsze kroki mojej córeczki, słyszałam pierwsze słowa, wspólnie oglądamy ogromne koparki (Zuzia je wprost uwielbia) na pobliskiej budowie, poznajemy nowych ludzi (jak się okazuje małe dziecko znosi bariery, zachęca wielu do podjęcia pogawędki). Tak cudownie się uśmiecha każdego dnia tuż po przebudzeniu, a zaraz potem się do mnie przytula.

 

Nie, to nie jest stracony czas. To bardzo magiczny czas…

21:03, omnieionimtez
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 31 maja 2010

Chyba nigdy sobie z tym nie poradzę. Mijają kolejne dni, kolejne tygodnie, a ja nie potrafię zapomnieć o Mamie i Marysi. Zuzia – cudowna, najwspanialsza, jedyna – bardzo mi je przypomina. Bawiąc, wygłupiając się z Zuzią, zastanawiam się czasami, czemu Pan Bóg nie pozwolił mi doświadczyć takich chwil z Marysią. Czemu byłam tak bardzo wtedy omamiona, zaskoczona(?), czemu mnie nie było przy Niej, kiedy umierała?

Mama… Mama… tak bardzo cieszyła się z narodzin Zuzi, tak bardzo Zuzia cieszyła się na widok Babci. Pierwsze słowo, prócz: „nie”, to było właśnie: „baba”…. Jak sobie poradzić z pustką po Jej stracie? Jak pogodzić się z tym, że nie mam już kogo zapytać, czy dobrze postępuję z Zuzią, poplotkować, a nawet się czasami posprzeczać… Bo nawet sprzeczki z Mamą były wyjątkowe.

Zawsze o takich sprawach gadałam z Mężem, ale teraz… całe dnie w pracy, ciągle szybko, szybko, ja zmęczona, czasami też rozdrażniona… Burknę coś i spać. Wiem, ja nie pracuję, więc On musi trochę nadrabiać. Nie mam do Niego żalu…...

 

" dziś czuję się jak mrówka gdy ktoś butem zdepcze jej mrowisko, dałeś mi
Panie wiarę w cud, a potem odebrałeś wszystko..."

 

Dziś? Nie tylko dziś… Czuję się tak codziennie od ponad dwóch lat…

 

20:39, omnieionimtez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 marca 2010
Niewiele tych chwil zdołałam zatrzymać tutaj na blogu. Na blogu niewiele, ale w sercu - całe morze. Moja Najukochańsza Mama zmarła dokładnie miesiąc temu. Już minął miesiąc...

Wcale nie pasuje ten kwiatek w szablonie bloga. Chociaż może i pasuje. To kwiat dla Marysi i Mamy.

Pochowałam Córeczkę, pochowałam Mamę...
Jestem w takim momencie życia, że nie wiem co się dzieje, gdzie iść, co robić, jak będzie wyglądała przyszłość. Wzięłam urlop wychowawczy. Zajmuję się Zuzią.
Jeszcze dziś moja siostra też wylądowała w szpitalu.
Łzy, łzy, łzy...

19:38, omnieionimtez
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 08 lutego 2010

Znowu tu wracam. Chcę gdzieś zapisać te ostatnie chwile. Być może ostatnie chwile spędzone z Mamą. Z moją Mamą.

W listopadzie robiono tomografie. Wszystko dobrze, wszystko czyste. W piątek, w moje urodziny, zrobiono jeszcze raz. Ot, miało być kolejne badanie kontrolne. Niestety. Przerzuty są prawie wszędzie. W tak krótkim czasie, tak wiele się zmieniło. Szpital, ból, nasze łzy, Jej łzy. Szloch Taty - człowieka, u którego nigdy nie widział łez. Od kilku dni jest w szpitalu. Dają leki, pomagają, dzięki czemu ból ucichł. Ból fizyczny. Ból psychiczny boli jeszcze bardziej. Lekarze nie daja szans. A ja nie chcę! Chcę przygotować się na Jej powrót do domu. Na wspólne zajmowanie się Zuzią, wspólne siedzenie... Żeby tylko była...

Cud. Tylko cud, Boży cud może nam pomóc...

10:29, omnieionimtez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 grudnia 2009

Jesteśmy, jesteśmy... Zuzia rośnie, siedzi, ma już dwa ząbki i za tydzień skończy siedem miesięcy:) Aż trudno w to uwierzyć, że już prawie siedem miesięcy jest z nami:)

Mama powolutku dochodzi do siebie. Z każdym miesiącem jest lepiej.

Ja wróciłam do pracy. Pomijając wszelkie mniejsze i większe, codzienne i niecodzienne problemy - chyba jesteśmy szczęśliwi. Choć pamiętamy, wiemy, że dobre chwile są tylko chwilami. Może tym bardziej się więc nimi cieszymy...

13:43, omnieionimtez
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 września 2009
Mamy dziś 7. września. Zaczynam pisać tę notkę, kiedy zostanie opublikowana - wszystko zależy od Zuzi:)
Tyle się zmieniło od ostatniego zapisu, że po prostu nie wiem od czego zacząć. Już miałam skasować tego bloga, ale nie, po prostu nie potrafię. Chcę dalej tutaj bywać.
W telegraficznym skrócie opowiem, a jak kiedyś będzie więcej czasu - doopowiem.
Na początku bardzo dziękuję za wszelkie modlitwy, ciepłe myśli, dobre słowa. Moi Drodzy, pomogło!:) Mama w końcu wreszcie wyszła z tego szpitala, udało się wszelkie komplikacje zażegnać. Teraz poddawana jest kursowi chemioterapii. Bywają lepsze i gorsze chwile, ale najważniejsze, że jest z nami, że nie poddaje się i walczy.

Zuzieńka nasza cud, miód. Śmieje się, gaworzy, próbuje podnosić głowę i ślini się na potęgę - podobnież pierwszy objaw ząbkowania.
30.08.2009 r. spełniło się nasze marzenie i zanieśliśmy nasze Dzieciątko do kościoła, gdzie padły znamienne słowa: "Zuzanno, ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". (A jeszcze rok temu nie wierzyłam, że w ogóle kiedyś będzie nam dane przeżyć taki niesamowity moment.)
Tym radośniej, że i moja Mama była tego dnia z nami.

Poza tym już za mną pierwsze "starcie" z teściami dotyczące wychowywania Zuzi. Ile jeszcze przede mną? Mam nadzieję, że już żadne, ale...
W naszym domku powstają dziś tzw. wylewki. Panowie z ekipy podobnież zachwyceni lokalizacją działki. Miło:) Nam też się podoba:)

Udało się też uporządkować grobek Marysi. Jest mały, skromny pomniczek z serduszkiem i napisem specjalnie przez nas wybranym. Czasem przemknie przez głowę myśl, że mogłoby być ich dwie... Cóż, widocznie taka była wola Boga. Wierzę, że ten Aniołek zrobił i wciąż robi dla nas bardzo dużo.

13:20, omnieionimtez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 czerwca 2009
Nie było mnie tutaj tak długo, gdyż znowu niestety... Ale po kolei. Chciałabym przedstawić Wam naszą Zuzannę urodzoną 10 maja o godz. 6.15:



Panienka nie chciała czekać i urodziła się miesiąc wcześniej niż przewidywał lekarz. Na szczęście wszystko było i jest ok. Poród super szybki (3 godziny), położna z Żelaznej też super. Niesamowite jak taki mały człowiek może zmienić życie człowieka. Jeśli będzie chwila i wszystko będzie dobrze na pewno napiszę więcej.

Niestety w dniu naszego powrotu do domu spadła na nas wiadomość straszna. Nowe życie niemalże otarło się o śmierć. Ja zostałam mamą, a u mojej Mamy wykryto raka złośliwego żołądka. Szybka operacja usunięcia całego żołądka wraz z węzłami. Wciąż jest w szpitalu i wciąż pojawiają się jakieś komplikacje.
Wiem, że zostaliśmy poddani kolejnej straszliwej próbie. Nie wiem tylko, czy tym razem wyjdę z niej obronną ręką. Jak dla mnie - za duży kaliber. Nie potrafię się modlić, wierzyć w szczęśliwe zakończenie...

14:10, omnieionimtez
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8